Referat został wygłoszony 20 października 2025 r. w ramach tzw. Akademii Ekumenicznej, w cyklu spotkań pt. „Bóg pogranicza”, realizowanym w roku 2025/2026, a także 14 grudnia 2025 r. podczas Adwentowego Dnia Skupienia dla Prawników Archidiecezji Katowickiej.

Pobierz prezentację - plik pptx

BÓG POGRANICZA: PRAWO A MIŁOSIERDZIE

Slajd 1

Powyższe sformułowanie tematu i takie a nie inne jego postawienie, zdaje się sugerować przeciwstawieństwo, opozycję pomiędzy rzeczywistościami (bynajmniej nie jednowymiarowymi i prostymi do definiowania), które opisywane są za pomocą pojęć: prawo oraz miłosierdzie.

Slajd 2

Zanim w dalszej części podejmiemy refleksję, czy takie postawienie sprawy jest w ogóle właściwe i zasadne, to w pierwszej kolejności należałoby się chwilę zastanowić, skąd właściwie bierze się ta dychotomia, która – przynajmniej niektórym – każe widzieć w samym Bogu, a w konsekwencji także w Jego Kościele dwie oddzielne, a nawet przeciwstawne i nieuzgadnialne ze sobą rzeczywistości i lokować naprzeciw siebie, na dwóch odległych biegunach: Boga prawa versus Boga miłości i miłosierdzia, czy też Kościół prawa versus Kościół miłości i miłosierdzia?

Rzecz jasna nie czas i miejsce, by to pytanie o źródło dychotomii na linii: prawo – miłosierdzie roztrząsać tutaj w drobnych szczegółach (wykracza to daleko poza skromny cel i ograniczone ramy czasowe niniejszego wystąpienia), jednak warto choćby tylko zasygnalizować pewne tropy z tym związane. Oto niektóre z nich:

Slajd 3

Pierwsze pochodzą z dość rozpowszechnionych, ale przeważnie uproszczonych, fragmentarycznych i często wyrwanych z szerszego kontekstu pierwotnego spostrzeżeń na temat prawa (jego definicji, cech, funkcji i znaczenia), które następnie jako utrwalone paremie prawnicze, prądy myślenia o prawie albo toposy czy symbole obecne w kulturze i sztuce zrobiły przez wieki zaskakująco zawrotną karierę i przez to odcisnęły, nadal odciskają swoje piętno na zbiorowej świadomości oraz sposobie myślenia o prawie jako takim. Dla przykładu:

  1. Dura lex sed lex (Twarde prawo, ale prawo) – rzymska paremia/zasada prawnicza wyrażająca absolutną nadrzędność norm prawa, zgodnie z którą należy bezwzględnie stosować się do przepisów ustawy niezależnie od ich uciążliwości oraz konsekwencji dla zobowiązanego. Słowa te są skrótem – i niestety też uproszczeniem, spłyceniem – wypowiedzi Ulpiana (Digesta 40.9.12.1). Czy tego jesteśmy świadomi, czy nie ta zasada (oczywiście nie jako jedyna) w dużym stopniu ukształtowała nasz europejski, kontynentalny porządek prawny, a także nawet takie potoczne, czy wręcz intuicyjne myślenie, przeciętnego Kowalskiego tak o stanowieniu, jak i interpretowaniu oraz stosowaniu prawa. Ta zasada ściśle koresponduje z naszym elementarnym poczuciem sprawiedliwości, zgodnie z którym, jeśli coś z określonych i uzasadnionych względów jako prawo zostało wprowadzone, to ma dotyczyć i obowiązywać wszystkich (wobec prawa wszyscy są/mają być równi).
  2. Summum ius summa iniuria (Najwyższe prawo [bywa] najwyższym bezprawiem) – Cyceron (De officiis 1.33)  – paremia/zasada przeciwna ww., wskazująca, iż prawo stosowane wyłącznie co do litery, a bez uwzględnienia jego ducha i kontekstu może prowadzić do jawnej niesprawiedliwości. Fakt, że chyba wielu, jeśli nie każdy z nas mógłby przytoczyć ze swego doświadczenia lub otoczenia, a przynajmniej odwołując się do historii przykład, kiedy właśnie takie arbitralne stanowienie, a potem literalne stosowanie prawa prowadzi do jawnej niesprawiedliwości, skutkuje tym, iż znowu utrwala się w nas myślenie o prawie jako o czymś zimnym, bezdusznym, czyli w konsekwencji przeciwnym wobec miłosierdzia.
  3. Temida – ggrecka bogini, córka Uranosa i Gai, żona Zeusa, mitologiczne uosobienie sprawiedliwości, prawa i wiecznego porządku. Jej charakterystyczne atrybuty, czyli waga, miecz, a często także opaska na oczach, choć – zwłaszcza te dwa ostatnie – mają wskazywać na bezstronność i zdolność sprawiedliwego rozsądzenia bez względu na osobę, to przecież w skrajnej interpretacji mogą być i często są kojarzone ze swoistą „ślepotą” prawa w odniesieniu do konkretnej osoby i jej przypadku, co znowu okazuje się prostą i krótką drogą do postrzegania prawa i procesu wymierzania sprawiedliwości jako czegoś, co musi być surowe, bezwzględne, twarde i – w konsekwencji – niemiłosierne.
  4. Pozytywizm prawniczy, Pozytywizm prawniczy, zwłaszcza w wersji skrajnej, twardej, który głosi, iż prawem jest tylko to, co zostało ustanowione (jako prawo) przez prawodawcę/państwo, przeszło ścieżkę legislacyjną. Bez znaczenia jest natomiast to, w jakiej to pozostaje relacji do moralności. Prąd ten neguje istnienie prawa naturalnego oraz to, iż prawo stanowione przez człowieka ma być nośnikiem jakichś określonych wartości, ma bazować na pewnej aksjologii.

Drugie z kolei można wiązać z również uproszonymi ujęciami pojęcia, a przez to także rzeczywistości miłosierdzia. Miłosierdzie rozumiane i wyrażane w określeniach bliskoznacznych jako wrażliwość, litość, współczucie, wielkoduszność, łaskawość, dobroć, łaska, aktywna pomoc i dobroć jawi się jako coś co nie przystaje do ww. twardości prawa. Natomiast nie sposób nie zauważyć, iż – niekoniecznie słusznie – miłosierdzie bywa też czasem rozumiane przede wszystkim jako pobłażliwość, co znowu przyczynia się do tego, że ta barykada, czy też wykop między pojęciami i rzeczywistościami prawa oraz miłosierdzia rośnie w swoich rozmiarach i wydaje się nie do pokonania i pogodzenia. 

Wróćmy do pytania, czy w świetle chrześcijańskiej, katolickiej wizji Boga i nierozerwalnie sprzężonej z tym wizji Kościoła jest zasadne i na miejscu stawianie na dwóch przeciwstawnych biegunach prawa i miłosierdzia?
Odpowiedzi na to trzeba szukać w Biblii i teologii, a z nich dość klarownie i jednoznacznie wynika, że nie jest to uzasadnione, by prawo i miłosierdzie wprowadzać na nieuchronny tor kolizyjny, co wcale nie oznacza, że nie ma miejsca na pewne napięcia na tejże linii (o czym nieco więcej za chwilę). 
Jeśli wyszliśmy w tej refleksji od pojęcia Boga pogranicza i w tym kontekście pytamy o wzajemną relację prawa i miłosierdzia, to można – posługując się pewnym obrazem – zauważyć, że granice i pogranicza bywają różne, bardzo różne. Pogranicze może wyglądać jak linia demarkacyjna, pas ziemi niczyjej, jak choćby ten na granicy między Koreą Północną a Południową, gdzie trudno myśleć nawet o zbliżeniu się jednej strony do drugiej, naruszeniu okopanych i przeciwstawionych sobie pozycji bez groźby wystawienia się na atak. 
Ale granica i przyległe do niej pogranicze może być też jak te, które znamy z krajów należących do strefy Schengen, gdzie zbliżanie się, a nawet przekraczanie granicy z jednej strony na drugą odbywa się w sposób płynny i zasadniczo nieskrępowany, a czasem nawet niezauważalny dla tego, kto ją przekracza.

Slajd 4

Jeśli więc w oparciu o Biblię i teologię katolicką mielibyśmy kreślić obraz Boga, a potem dalej także Kościoła pogranicza i w tym kontekście pytać o miejsce i wzajemne relacje między prawem i miłosierdziem, to trzeba stanowczo stwierdzić, że jesteśmy na pograniczu rodem ze strefy Schengen a nie na ziemi niczyjej między obiema Koreami. Bóg w Biblii i teologii nie jest tylko i wyłącznie albo Bogiem prawa (i w jego świetle) ślepo, bezdusznie wymierzanej sprawiedliwości, albo tylko Bogiem miłosierdzia pobłażliwego i puszczającego mimochodem wszelkie zło. Bóg jest Bogiem zarówno sprawiedliwości, jak i miłosierdzia. Jednocześnie łączy i scala, harmonizuje (w sobie właściwy, tj. boski i doskonały sposób) te rzeczywistości, a prawo – jako narzędzie – ma w tym zadaniu łączenia i scalania niebagatelną rolę. W tym miejscu – na co niestety nie ma czasu – można by było przytoczyć cały zestaw źródeł, antologię tekstów biblijnych i patrystycznych, które potwierdzają, że Bóg daje się nam poznać zarówno jako Bóg sprawiedliwości, jak i jako Bóg miłosierdzia, choć oczywiście na poszczególnych etapach Objawienia, czy w poszczególnych księgach, obrazach biblijnych może być tak, że akcent pada bardziej na sprawiedliwość Boga, albo bardziej na Jego miłosierdzie; jednak nie oznacza to, że rzeczywistości te należy traktować oddzielnie, a tym bardziej przeciwstawnie. Przykłady: (Wj 34, 6; Mt, 25, 31-46) 
W tym miejscu warto na bazie odniesień do Biblii i tego, jak w niej pokazane jest współistnienie w Bogu sprawiedliwości i miłosierdzia, zauważyć też i podkreślić, iż termin prawo jest często zestawiony i połączony, tak ze sprawiedliwością, jak i z miłosierdziem. Czytamy wielokrotnie, że sprawiedliwość i prawo są podstawą Bożego tronu (np. Ps 89; 99, 119); ale też miłość i miłosierdzie są ukazywane jako przykazanie, nakaz, a więc prawo, które zobowiązuje wyznawców Boga (Kpł 19,18). Ponadto obrazy sprawiedliwego sądu, którego dokonuje Bóg, mówią o sądzeniu z uczynków miłosierdzia (Mt, 25, 31-46).
Analogicznie jak to jest w odniesieniu do Boga – choć oczywiście w sposób mniej doskonały, bo naznaczony ludzką ułomnością i ograniczeniami – także Kościół poprzez swoje prawo na wzór swego Założyciela, realizuje misję urzeczywistniania jednocześnie, tak sprawiedliwości, jak i miłosierdzia. I robi to, tak w konceptualnym (teoretycznym), jak i praktycznym odniesieniu do pojęcia i rozumienia prawa, w którym widzi zarówno potencjał do urzeczywistniania sprawiedliwości i miłosierdzia jednocześnie, jak i liczy się z jego ograniczeniami na tym polu.

Slajd 5

Innymi słowy: Prawo w Kościele traktowane jest nie jako samoistny byt, któremu należy się jakaś bezwzględna i bałwochwalcza cześć, ale jako narzędzie na usługach Bożej sprawiedliwości i miłosierdzia, a wszystko po to, by w możliwie najpełniejszy sposób mógł być zrealizowany podstawowy cel prawa kościelnego, wyrażony zresztą w ostatnich słowach aktualnego kodeksu prawa kanonicznego: in Ecclesia salus animarum suprema lex esse debet (w Kościele najwyższym prawem powinno być zbawienie dusz) kan. 1752.
Na wstępie wskazałem na przykładowe toposy, paremie, prądy myślenia o prawie, które mogą się przyczynić do utrwalania opozycyjnego, dychotomicznego myślenia o prawie i miłosierdziu jako rzeczywistościach, którym ze sobą nie po drodze. Teraz chciałbym się skupić na takich elementach i osiągnieciach myśli filozoficznej i prawniczej, które w istotny sposób przyczyniły się do rozwoju prawa Kościoła w takim kierunku, iż stara się ono realizować postulat optymalnego, elastycznego łączenia sprawiedliwości i miłosierdzia po to, by ww. najwyższy cel Kościoła – zbawienie dusz – mógł być we wspólnocie wierzących jak najpełniej realizowany.

Slajd 6

Celsus a za nim Ulpian głosili: Ius est ars boni et aequi (Prawo jest sztuką [czynienia, stosowania] tego, co dobre i słuszne) Ulpian rozwijał dalej swoją myśl w słowach: „Strzeżmy bowiem sprawiedliwości i głośmy wiedzę na temat tego, co dobre i słuszne, odróżniając sprawiedliwe od niesprawiedliwego, dozwolone od niedozwolonego, pragnąc uczynić ludzi dobrymi” (Digesta 1.1.1.1.).
Arystoteles w Etyce nikomachejskiej określił sprawiedliwość jako cnotę doskonałą, powszechną, stanowiącą zasadę harmonii i porządku, która w działaniu prowadzi człowieka do wyboru tego, co słuszne (Etyka nikomachejska 1129b-1130). Nadał też sprawiedliwości znaczenie podwójne: szersze (sprawiedliwość ogólna albo formalna) oraz węższe (sprawiedliwość szczególna albo materialna).
Z tą pierwszą – sprawiedliwością ogólną – mamy do czynienia wtedy, kiedy relacje międzyludzkie normowane są przez prawo ujęte generalnie i abstrakcyjnie. W tym sensie sprawiedliwość sprowadza się do respektowania i przestrzegania prawa; i odwrotnie niesprawiedliwością jest jego nieprzestrzeganie. Przy czym Arystotelesowi nie umyka też fakt, iż nie sposób do końca utożsamić sprawiedliwość z prawem, bo – jak wielokrotnie uczy tego historia i doświadczenie – mogą zaistnieć sytuacje, iż to co jako prawo zostało postanowione, ogłoszone i wprowadzone, może nie być słuszne (Radbruch – w kontekście nazistowskich Niemiec nazwie taką sytuację ustawowym bezprawiem), a w konsekwencji przestrzeganie takiego prawa będzie niesprawiedliwością, zaś odstąpienie od niego i podążenie za słusznością (Radbruch nazwie to bezustawowym prawem) będzie właśnie realizacją sprawiedliwości i słuszności, bo sprawiedliwość nigdy nie może się zadowolić tym, że jest tylko legalna, ma również spełniać i nieść w sobie postulat słuszności. Raz jeszcze Arystoteles: „Niesprawiedliwy jest zarówno ktoś, kto wykracza przeciw prawu, jak i ten, co wykracza przeciw słuszności [czyli równości] – tak że człowiekiem sprawiedliwym, rzecz jasna ten, co trzyma się prawa i przestrzega tego, co słuszne: to co sprawiedliwe jest tedy tym, co zgodne z prawem i ze słusznością (…) bo wszystko, co niesłuszne jest niezgodne z prawem, ale nie na odwrót”.
To, iż prawo nie da się w prosty sposób utożsamić ze sprawiedliwością i potrzebna jest jeszcze kategoria słuszności odniesiona do prawa, jest też związane z faktem, iż istotnym ograniczeniem prawa i wyrażonej przy jego pomocy sprawiedliwości ogólnej jest to, że takim generalnym ujęciom wymykają się przypadki szczególne (życie jest bogate i różnorodne w przypadki, a prawo często za życiem nie nadąża). Ogólna zasada postępowania, wyrażona za pomocą prawa, oddająca nawet słusznie jakąś sprawiedliwą powinność, może być nie do zastosowania w jakimś konkretnym przypadku szczególnym:

Slajd 7

„Jeśli więc ustawa orzeka o czymś ogólnie, a zdarzy się wypadek, który nie podpada pod to orzeczenie, to słuszną jest rzeczą, by tam, gdzie ustawodawca coś opuścił i przez to sformułowanie ogólne popełnił błąd, uzupełnić tedy brak, orzekając tak, jakby ustawodawca sam orzekł, gdyby był przy tym obecny, i jakby sam postanowił był, gdyby był z góry znał wypadek”. Słuszność zakłada więc, iż podmiot kierujący się sprawiedliwością liczy się z dobrem, postrzega prawo w kategoriach etycznych i potrafi je zastosować tam, gdzie prawo – z uwagi na ogólność zastosowanych w nim sformułowań – wymaga uzupełnienia, uściślenia, co w obrębie Kościoła i jego prawa ma się dokonywać zgodnie z zasadą: salus animarum suprema lex.
W odniesieniu do sprawiedliwości w znaczeniu węższym (szczególnym, materialnym) Arystoteles wyróżnił sprawiedliwość rozdzielczą (iustitia distributiva) i wyrównującą (isustitia commutativa) wskazując przy tym, iż kluczem w jej słusznym urzeczywistnianiu jest pojęcie proporcjonalności. W sprawiedliwości rozdzielczej chodzi o to, by każdemu oddać to, co mu się słusznie należy. Słusznie, czyli nie ilościowo równo, tyle samo, ale słusznie, czyli proporcjonalnie – stosownie do np. wkładu pracy, piastowanego urzędu, zasług wobec wspólnoty itp. Z kolei w sprawiedliwości wyrównującej chodzi o naprawianie zaburzonej równowagi poprzez wyznaczenie (najczęściej drogą sądową) sposobu naprawienia określonej krzywdy, straty.
Powyższe rozważania wskazują, jak istotne znaczenie dla właściwego rozumienia prawa i jego autentycznie sprawiedliwego stanowienia, interpretowania i stosowania ma pojęcie słuszności. I to właśnie pojęcie słuszności (aequitas) jest też kluczowe dla rozumienia mechanizmów obecnych w prawie kanonicznym, które mają na celu łagodzenie możliwych napięć na linii: prawo – miłosierdzie.

Slajd 8

Słuszność naturalna to wg Arystotelesa narzędzie, które w ramach obowiązującego prawa pozwala na osiągnięcie określonych celów, szczególnie tam, gdzie prawo jest ułomne ze względu na swą powszechność i niezbędne uogólnienia. Słuszność naturalna ma funkcję korygującą po to, by jakieś prawo (sformułowane ogólnie i nie przystające do konkretnego przypadku) właśnie w tym przypadku nie okazało się niesprawiedliwe. Słuszność naturalna to prazasada prawa, która ukierunkowuje je na człowieka. No i wracając na podwórko prawa kanonicznego jesteśmy znowu przy salus animarum jako suprema lex w Kościele.

Slajd 9

Kościół katolicki zasadę słuszności naturalnej wykorzystał, by naturalną cechę surowości prawa stanowionego ogólnie – i przez to czasami nie przystającego do konkretnych przypadków – łagodzić i w ten sposób do prawa Kościoła (opartego przecież na Objawieniu, w tym na objawieniu się Boga nie tylko jako sprawiedliwego, ale i miłosiernego) wprowadzać ten rys miłosierdzia. 
Tak wykształciło się pojęcie słuszności kanonicznej, które pierwszy raz zostało wyrażone w dekrecie papieża Honoriusza III z 1218 r, w którym czytamy: „We wszystkich sprawach, w których nie ma wyraźnej reguły prawa, posłużcie się słusznością, zawsze przychylając się na stronę bardziej ludzką, zgodnie z tym, czego wymagają osoby oraz mając na względzie okoliczności miejsca i czasu: (X.1.36.11)
Pojęcie słuszności kanonicznej było oczywiście przez wieki dyskutowane i rozwijane, ale w tym miejscu poprzestańmy na wskazaniu jego skojarzenia z miłością pasterską przez papieża Pawła VI, który w 1973 r. w przemówieniu do pracowników Roty Rzymskiej wskazał, że pojęcie słuszności kanonicznej wynika z samej natury prawa kanonicznego, a sprawiedliwy osąd nie jest tylko werdyktem, w którym można spotkać się ze słusznością naturalną, ale bardziej wypływa zeń słuszność kanoniczna, ponieważ jest ona owocem miłości pasterskiej. Papież dodał też, że słusznością kanoniczną ma się kierować prawodawca kościelny w toku stanowienia prawa, jego interpretator w czasie wykładni i sędziowie, kiedy je aplikują. Dlatego słuszność kanoniczną należy postrzegać jako zasadę rządzącą prawem Kościoła i jego instytucjami, kierującą nim od wewnątrz, wyrastająca z natury Kościoła, wyznaczającą charakter prawa kościelnego i wskazującą na jego pastoralny charakter. Słuszność ta opiera się na wyższej sprawiedliwości, mając na uwadze duchowy cel: osładza surowość prawa, a czasem zaostrza pewne kary. 
Słuszność kanoniczna jest narzędziem pozwalającym na uwzględnienie w danym przypadku wszystkich okoliczności, także tych, które umykają prawu stanowionemu przecież na pewnym poziomie ogólności. To z kolei ma zabezpieczyć dobro wspólne Kościoła i dobro poszczególnych wiernych przed nieproporcjonalną uciążliwością w zachowaniu prawa.

Slajd 10

Można też powiedzieć, że słuszność kanoniczna jako naczelna zasada prawa kościelnego stanowi realizację przykazania miłości, bo urzeczywistnia wyższą formę sprawiedliwości spokrewnioną i złączoną z miłością caritas i misericordia.
Chociaż w kodeksie prawa kanonicznego samo pojęcie słuszności kanonicznej pojawia się jedynie dwa razy (kan. 19 i kan. 1752), to właśnie ta idea i zasada na wskroś przenika całe prawo kanoniczne. Z niej też wyrastają konkretne rozwiązania prawne i instytucje prawa, poprzez które słuszność kanoniczna może być i jest w Kościele praktycznie realizowana.
Należą do nich:

Slajd 11

  1. Usuwanie luk prawnych przez analogię (analogia legis i analogia iuris) (kan. 19) Jeżeli w danej materii brak wyraźnego przepisu ustawy powszechnej lub partykularnej albo prawa zwyczajowego, sprawa – z wyjątkiem karnej – powinna być rozstrzygnięta z uwzględnieniem ustaw wydanych w podobnych sprawach, ogólnych zasad prawa stosowanych z zachowaniem słuszności kanonicznej, orzecznictwa i praktyki Kurii Rzymskiej oraz powszechnej i stałej opinii uczonych.
  2. Reskrypt (kan. 59) Przez reskrypt należy rozumieć akt administracyjny wydany na piśmie przez właściwą władzę wykonawczą, w którym – zgodnie z jego naturą – na czyjąś prośbę udziela się przywileju, dyspensy albo innej łaski.
  3. Przywilej (kan. 76) Przywilej, czyli łaska udzielona dla pożytku określonych osób, fizycznych lub prawnych, szczególnym aktem, może być przyznany przez ustawodawcę oraz przez władzę wykonawczą, której ustawodawca przyznał taką władzę.
  4. Dyspensa (kan. 85) Dyspensa, czyli rozluźnienie ustawy czysto kościelnej w poszczególnym przypadku, może zostać udzielona przez tych, którzy posiadają władzę wykonawczą w granicach ich właściwości, a także przez tych, którym wprost lub w sposób dorozumiany przysługuje władza dyspensowania – bądź na mocy samego prawa, bądź na mocy zgodnej z prawem delegacji.
  5. Inne łaski (kan. 59) np. zezwolenia, zwolnienia itp.
  6. Dyssymulacja – sposób zachowania się przełożonego kościelnego wobec łamania prawa przez podwładnego, kiedy to ze słusznej i poważnej przyczyny przełożony zachowuje się tak, jakby nie wiedział o zaistniałej sytuacji. Przełożony powstrzymuje się w tym wypadku od interwencji, bo nie może zapobiec temu, co zostało już dokonanie w sposób nielegalny, a sama interwencja zrodziłaby jeszcze większe, niewspółmierne zło. Taka bierność przełożonego ma charakter tymczasowy i jej głównym celem jest dobro duchowe osoby, której dotyczy.
  7. Tolerancja – wyraźne lub milczące zezwolenie przełożonego kościelnego na nieprzestrzeganie przez podwładnego obowiązującego prawa w celu uniknięcia sytuacji, która może być związana z naruszeniem dobrego imienia osoby, wobec której aplikuje się konkretny akt prawny, albo zgorszeniem lub poważnym naruszeniem porządku prawnego. 
    W dwóch ostatnich przypadkach obowiązkiem przełożonego jest sanowanie nieważnego aktu prawnego po ustaniu przyczyn, które zdeterminowały działanie obu podmiotów.
  8. Klauzule ogólne zastosowane w tekście prawnym.
  9. Pozostawienie określonych kwestii roztropnej ocenie przełożonego.

Slajd 12

Podsumowanie:

Jakkolwiek w pierwszym wglądzie prawo – z jego charakterystycznymi ograniczeniami w postaci sztywności, kategoryczności, a nawet swoistej surowości sformułowań – może jawić się jako rzeczywistość daleka i obca względem miłosierdzia, to jednak w ramach prawa kościelnego – na bazie pojęcia słuszności naturalnej – wypracowano zasadę słuszności kanonicznej, w oparciu o którą przy zastosowaniu konkretnych rozwiązań i instytucji prawnych (takich jak np.: reskrypt, dyspensa, przywilej itp.) możliwe jest elastyczne wprowadzanie do prawa kościelnego elementów łagodności, łaski, miłosierdzia, co z kolei sprawia, że prawo to w istocie może z powodzeniem służyć realizacji podstawowego celu, jakim jest zbawienie dusz.

Przygotował: ks. Andrzej Kumor